Tym razem będzie o tym jak się nie naszyć, a w rezultacie otrzymać trzy różne stroje. Ogólnie nie lubię przerabiania ubrań (prucie w dużej ilości zdecydowanie mnie zniechęca) preferuję szycie od A do Z, ale tym razem było warto. Wiosną zamarzyła mi się koronkowa spódnica, najlepiej w kolorze butelkowej lub morskiej zieleni, przeglądając posty z okresu wakacyjnego łatwo zorientować się, że w tym sezonie były to kolory dominujące w mojej szafie. Wymarzonej koronki nie mogłam jednak znaleźć w żadnym sklepie z tkaninami. Wtedy zupełnie przypadkiem przy okazji buszowania z koleżankami w SH trafiłam na koronkową sukienkę w idealnym kolorze. Sukienka sama w sobie raczej nie w moim guście, ale potencjał ogromny.
Po uszyciu spódnicy pozostał mi jeszcze niewielki kawałek sukienki, który idealnie nadawał się na bluzkę z baskinką. Bardzo długo nie mogłam jednak znaleźć dzianiny, która pasowałaby do szmaragdowej koronki. Zupełnie przypadkiem okazało się, że resztka punto po uszyciu sukienki z kontrafałdą całkiem dobrze komponuję się z koronką. Wycięłam więc baskinkę, przedłużając ją z tyłu oraz wymieniłam rękawki, bo na jednym z nich koronka była uszkodzona. Z rezultatu jestem bardzo zadowolona, bo obie części garderoby mogę nosić razem i osobno.
Chwilowo zdjęcia bluzki tylko na manekinie, bo póki co baskinka sięga mi do połowy brzucha. Zdjęć całego zestawu także nie udało mi się zrobić, bo wygląda na to że spódnica zaginęła gdzieś w czeluściach mojej szafy. Na wiosnę pewnie się znajdzie!
![]() | |||
| Wykrój: 'na oko' Tkaniny: koronka - secondhand punto - textilmania |











